Wydarzenia - 11/7/2010 Obóz ministrantów - Aspra Spitia 2010
 


Obóz ministrantów – Aspra Spitia 2010

 

Tegoroczny obóz ministrantów odbył się znowu w Aspra Spitia nad Zatoką Koryncką. Ulubione to miejsce, bowiem wszystkie istotne rzeczy są na wyciągnięcie ręki: i kościół, i kuchnia, i plaża, i boiska do siatki czy piłki nożnej. I wreszcie odległość od Aten (164 km), co ułatwia dowóz młodzieży z Aten.

Po raz pierwszy trwał dwa tygodnie (od 27 VI do 11 VII). Do tej pory wyjeżdżaliśmy tylko na tydzień i wydawało się, że to wystarczy. Ale i dwa tygodnie też szybko zleciało. Szkoda tylko, że boisko do siatkówki plażowej nie było do końca do dyspozycji. Prowadzono jakieś prace, ale dopiero podczas naszego pobytu. Grecy nie zdążyli tego zrobić przed wakacjami. Takie życie…

Na obóz przyjechało aż 13 ministrantów-gimnazjalistów. Do nich dołączyło dwóch naszych ministrantów (oldboyów-maturzystów), uczących się ostatnio w Polsce. W sumie 15 uczestników, i trójka dzieci będących pod opieką kucharek. W tym roku P. Małgosia Kajzik i jej mama Aleksandra przyrządzały nam różne pyszności. Wszyscy jesteśmy wdzięczni za ich posługę, bo nie łatwo znaleźć kogoś, kto poświęci się gotować aż przez dwa tygodnie. Chłopcy oczywiście mając dyżur kuchenny włączali się w pracę poprzez przygotowywanie śniadania czy częściowo kolacji. Mieli przez to okazję nauczyć się, jak można estetycznie i smacznie zrobić np. kanapki.

Mottem przewodnim naszych spotkań były kobiety Starego i Nowego Testamentu. Podczas każdej Mszy św. przedstawiana była postać, którą potem należało opisać przed modlitwą wieczorną. I tak pojawiały się znane i prawie nieznane niewiasty, które albo zachwycały swą postawą, albo budziły przerażenie. Teraz już dla niektórych ministrantów nie będą obce takie imiona, jak Sara, Rebeka, Miriam, Sefora, Dalila, Debora, Estera, Izebel, Maria Magdalena czy Marta.

Jak co roku wczesnym rankiem o godz. 6.15 wybraliśmy się do kaplicy św. Mamasa położonej w górach, gdzie podczas II wojny światowej ukrywali się okoliczni mieszkańcy przed Niemcami. Odprawiliśmy tam Mszę św., a potem skrótem wróciliśmy do domu na drugie śniadanie i na kolejne zajęcia sportowe.

W tym roku kontakt ministrantów ze światem medialnym był bardzo ograniczony. Oprócz dwóch dni w ciągu całego obozu nie można było słuchać muzyki ani spędzać czasu na grach komórkowych lub innych. Ponieważ nasz ministrancki obóz miał miejsce podczas mistrzostw świata w piłce nożnej, oglądnęliśmy wyjątkowo trzy mecze w telewizji. Ale najważniejsze, że chłopcy woleli sami grać, niż oglądać mecze w telewizji. Przynajmniej dwa razy dziennie rozgrywali mecze. Przez pewien czas udawało się nawet grać na boisku ze sztuczną nawierzchnią. A gdy ono zostało zamknięte, mecze były rozgrywane na boisku z  nawierzchnią asfaltową.

Równolegle do Mistrzostw Świata zostały rozegrane na obozie Mistrzostwa Ministrantów w piłkarzyki na sprężynkach. Tłumowi gapiów ministranckich towarzyszyły nie mniejsze emocje jak na stadionie, a ostatecznie mistrzostwo zdobył Mateusz Kajzik, drugie miejsce Wojtek Skocz, a trzecie Mateusz Madziar.

Dużo czasu spędzaliśmy nad wodą; jedni kąpali się, drudzy grali w karty, jeszcze inni kopali piłkę, a niektórzy odbijali piłkę tenisową deskami. W cieniu ulubionego drzewa wielu znalazło ochłodę nabierając sił do wrześniowych uczniowskich wyczynów.

Na obozie nie było większych problemów. Nikt nie złamał ani nie skręcił sobie nogi, nikt nie złamał sobie ani komuś serca, nikt się nie topił. A że raz brakło wody na kilka godzin i że brakło gazu w ostatnim dniu, to żadne problemy. Najważniejsze, że wszyscy wrócili do Aten zdrowi i cali. Za co Bogu jesteśmy wdzięczni.

  

Ks. Andrzej Pełka SJ